I co? Co mam napisać? Że Papież nie żyje i że bardzo mi smutno? Tak? Tak. To właśnie napiszę, ale nie sam fakt, że nie żyje, ale o tym ile dla Nas zrobił, dla Nas wszystkich.
Bo drugiego takiego nie będzie. - powtarzam sobie. Już nigdy. On był jeden jedyny, jedyny w swoim rodzaju. Wciąż z tak ogromną nadzieją w sercu, że może być lepiej. Wciąż z ogromnym zapałem do tworzenia więzi, naprawiania ich, umacniania. Wciąż z pogodą ducha. Kochał wszystkich, bez wyjątków. Chory, brudny, ze strupami na ciele - dotykał ich, przytulał, kochał. Nie ważny kolor skóry, nie ważne nic. Chciał tyle dobra, miłości na świecie. Pokoju, zero wojen. By wszyscy byli szczęśliwi - tego pragnął. Cierpiał, mówił o tym. Był chory, ale nie leżał w łóżku tylko wychodził do ludzi i spotykał się z nimi. Całę swoje życie poświęcił na to, na misję którą wypełnij. Zrobił wszystko. I za to mu dziękuję.
Mam nadzieję, że jego dzieło, to co stworzył przez 25 lat, nadal będzie kontynuowane. Ale to nie będzie już to samo, bo zrobi to inny człowiek...
"Miejcie odwagę żyć dla miłości" - Jan Paweł II
[*]
wino-forever 2005-04-03 18:00:48 skomentuj (20)
Butterfly Effect
Na początek: co się stało z archiwum? O_o Widzę tylko marzec. A notki piszę od maja ubiegłego roku. Yeah
Przed chwilą przeczytałam interesującą historię... Pan John - gumka. Nie wiem jakiego radzaju jest ta gumka, ale to opowiadanie (choć krótkie) bardzo mnie zainteresowało... Jednak nie będę go tu publikować. Prawa autorskie, a może nie...
Ostatnio mam dziwne wrażenie, że jestem lekko.. inna, że tak powiem O_o Cokolwiek to znaczy, każdy rozumie to po swojemu. Czuję, że wszyscy dokładnie mi się przyglądają. Nie jest to miłe uczucie, tymbardziej gdy nie lubi się być w centrum zainteresowania.
Czasami mam ochotę zrzucić z siebie czarna kurtke, czarną bluzę i inne ciemne rzeczy, by choć na chwilę założyć na siebie coś w jaśnijszych odecieniach (nie mam na myśli różowego..). Jednak ta chęć szybko mi mija... Trwa to ok. 2 minuty.
Wkurza mnie jedna osoba. Niby mi bliska, ale przecież i tak jej dobrze nie znam. Przy tej osobie właściwie nie mogę mieć własnego zdania. Czasami boję się przyznać do swoich racji. Ta osoba mnie irytuje. Spowalnia moje ruchy - cokolwiek to znaczy.
Zadziwiją mnie ludzie. Bo na przykład ostatnio wracając pociągiem z Opola zadziwił mnie pewien starszy mężczyzna. Usiadłam koło niego, bo myśle: "Stary trep i tak nic nie będzie gadać.." - myliłam się. Gadał coś o kościele, zadawał pytania, mówił po hebrajsku. Zaskoczył mnie. Miło było, ale jedyne co mi przeszkadzało, to zapach jaki wyłaniał się z jego ust (:D)... Masakra.
Następnie zauważyłam w pociągu faceta. Nie wiem ile lat, ale ok.50 lat. Podciągnął rękaw swojej bluzy i oczywiście ja, jako JA, musiałam uważnie przyglądać się jego tatuażowi. Jak zahipnotyzowana. Facet zorientował się, że na niego patrze.. Ja nie. Ostro. Udało mi się oderwać wzrok. Niby ten tatuaż nie specjalny, ale coś na nim pisało i coś przedstawiał...
A dzisiaj poczułam się wolna jak ptak. Zupełnie wolna, goła i wesoła (nie dosłownie :D). Bo to wiosna, bo jest ciepło, bo miałam towarzystwo na poziomie nie mówiące mi co mam robić, nie wmawiające mi swoich przekonań, swoich gustów. Elegancko (jak to mawia Bzdyczek..). I takich ludzi szukam, którzy na widok motora harleya, powiedzą mi że do takiego czegoś pasuję, że nie wyobrażają sobie mnie w różowym, tylko własnie w ciemnych kolorach, trochę ostro i z tatuażami. Dziesiejszy dzień był super i teraz wiem jakich ludzi szukam...
Ta notka nie ma większego sensu. Przeplatane myśli, o niczym konkretnym, o wszystkim co mi do głowy przyjdzie. Dziwna wena twórcza...
ps. nowy szablon :) wino-forever 2005-03-24 23:49:54 skomentuj (13)